Antek przygląda się starcowi, gryzie chleb czerstwy i drży całym ciałem. Czuje, że znów go zmora dusić zaczyna.

Świeca pali się nikłym światłem i kopci sczerniały pułap piwnicy. Cisza. Słychać tylko chrzęst gryzionego chleba.

— Śpij, Antek. Wieczorem wychodzimy.

Józiek kładzie się obok Antka.

— Słuchaj, Antek, co Bronek mówił?

— Nie kazał wydawać, że to ty.

— Nie kazał? Widzisz, ja nie wiedziałem, że tego. Ja chciałem dać mu tylko naukę na drugi raz.

— Wiem o tym.

— Po co on na mojego dziadka wymyślał?

— Był pijany.