— Bo słuchaj, musisz już potem, bo ciebie zadźgają.

Antek sam nie wiedział, czy „na stałe” przyłączył się do bandy. Żal mu było książek, które zostawił na Czerniakowskiej, żal mu było tych wieczorów i Zośki, prostej jak trzcina.

— Znasz Zośkę „garbatej”? — pyta Antek.

— Co nie mam znać? Ładna dziewucha, pójdzie, do „panów”.

— Niedoczekanie — syknął Antek.

— Zobaczysz. Jeszcze rok...

— Niedoczekanie.

— A co, żenić się z nią chcesz?

— Wszystko jedno.

Myśli ich rozbiegły się. Zamilkli. Zasnęli. Płynęła godzina za godziną. Nadszedł wieczór.