Maślarz wstał.

— Zostajecie?

— Chcesz iść? — pyta Józiek.

Znów przechodzą przez psią budę. Idą do Warszawy.

Na ulicy Topiel, w suterynie ślusarza, jest szulernia.

Gdy weszli do pokoju, przy stołach było już pełno. Tu rzemieślnicy i robotnicy przegrywają tygodniowy zarobek.

— Motia65 — mówi Maślarz, przysiadając się do jednego z grających.

„Motia” albo z żydowskiego „sitwa” to hasło współki. Gdy do grających w pasek zbliża się inny szuler, dość mu szepnąć owo magiczne zaklęcie, by otrzymać połowę wygranej. Jest to nagroda za pomoc i tajemnicę.

Na stole brzęczała miedź, srebro, przesuwały się papierki.

Antek poznaje kilku rzemieślników. Pieniądze, które na stół rzucają, to nie miedź i nie srebro, a łzy żon, głód dzieci i ich praca ciężka od szóstej rano do dziesiątej wieczorem.