— Kartofli czemu pani nie wstawi?
— Kartofli? Nie.
Ślusarzowa wzrusza ramionami i wychodzi.
„Garbata” zwija liście. Migają w jej wprawnych rękach druciki i nitki. Pozieleniły jej się palce. Sczepia płatki, nawleka słupki, gładzi, prostuje, dmucha, co chwila bierze do rąk inne narzędzie.
Wieczór zapada. Zośka powinna już wrócić! Teraz nie sezon.
Wypada jej z rąk ostatni kwiat zrobionej róży. Patrzy na niebo ciemne zachmurzone, deszcz pada. Tworzą się cienkie włókna wody i ciągną od nieba do ziemi. Słychać grzmot oddalony.
„Zośka zmoknie. Parasola nie wzięła. Pewnie przeczeka deszcz w bramie” — myśli garbata.
Mrok zapada, a Zośki nie widać.
Powraca Antek do domu.
— Nie widziałeś Zośki? — pyta go.