— Mam ojca.

— Pijak?

— Tak.

— Masz duszę, chłopcze, masz... Jeżeli nie znudzisz się u mnie, nie uciekniesz mi, to kto wie, może tobie przeznaczonym jest poprowadzić dalej moje dzieło... A ty wiesz, kto ja taki?

Antek zawahał się.

— No, no, mów śmiało. No... wariat jestem.

I roześmiał się. Przystanął. Znów głęboko wpatrzył się w oczy Antka i szepnął:

— Nie, nie mylę się. Ty masz duszę.

Szli, milcząc obok siebie. Antek był zaciekawiony, poznaje nową istotę, która wyróżnia się spośród znanych mu osób... Co ten mu przyniesie, dokąd ten chce go zaprowadzić?

Antek szedł za nim bez najmniejszego niepokoju i radości, jak człowiek, którego mało obchodzi, dokąd los go rzuci. Pragnął tylko mieć kogoś, iść z kimś, byle nie sam, tak strasznie, potwornie sam.