„Wariat!” — pomyślał sobie.

Starzec spojrzał na niego, myśl jego odgadł.

— Nie, nie wariat — rzekł poważnie. — Zaraz mnie zrozumiesz... Pytałeś mnie, jak złe osadzone w duszy rozpuścić i potem na zewnątrz wydalić. Otóż mnie się zdaje, że wiem: przez łzy. I zdaje mi się, że ta praca wydalania z duszy trucizny odbywa się sama przez się, bez pomocy tego płynu, który chcę wymyślić, odkryć, tylko że sama przez się odbywa się ona strasznie powoli. Widzisz, mnie się zdaje, że złe wychodzi z duszy przez łzy. Żeby to stwierdzić, potrzeba więcej nauki, niż ja posiadam, więcej pomocy, urządzeń, no i dziesiątków lat pracy. Ja zbierałem tylko materiały.

Wyjął z kieszeni kluczyk, otworzył niską szafkę i Antek ujrzał kilkanaście półek zapełnionych setkami maleńkich flaszeczek, poustawianych rzędem, zakorkowanych szczelnie, zalakowanych i opatrzonych numerami.

— Widzisz, Antku, to są wszystko łzy. Łzy najrozmaitszych ludzi, najrozmaitsze gatunki łez, od najczystszych łez dziecięcych do najciemniejszych łez zazdrości. Oto owoc mojej czterdziestoletniej pracy. Siedm tysięcy sześćset siedmdziesiąt pięć gatunków łez... Patrz, co za wspaniały materiał dla badaczy. Chciałbym jeszcze doczekać chwili, gdy stu uczonych pod moim kierownictwem weźmie się do badania tych łez... Pisałem listy do wszystkich milionerów świata, do wszystkich uczonych. I co chcesz? Nawet Pasteur72 mi nie raczył odpowiedzieć. A przecież prosta grzeczność nakazywała odpisać. Jestem wariat? Doskonale. Ale i względem obłąkanych obowiązują przecież jakieś względy grzeczności. Zobaczę, co mi Wiktoria odpisze.

Usiadł wyczerpany i drżący i mówił dalej głosem skargi.

— Przecież tu nie idzie o drobiazg, ale o rzecz pierwszorzędnej wagi. I pisałem im, że nie żądam żadnego wynagrodzenia, nawet sławy. Niech weźmie on i niech on się wsławi. Może nie chcą, by Polak rozgłosił swe imię po świecie całym. Więc niech będzie Anglik, Niemiec, mnie wszystko jedno... Przecież ja w to życie włożyłem.

Opuścił głowę na piersi, zadumany.

Antkowi mocno serce biło.

— Poczekaj, zaraz: przekonam cię, co tu pracy włożyłem.