Zbliżył się do szafki, wyjął flaszeczkę z numerem 745. Wziął gruby, obdarty zeszyt, pożółkły, zapisany drobnym, równym pismem i zaczął czytać:
„54 krople łez. Otrzymałem je od sąsiadki, szwaczki, lat 28. Są to łzy matki. Lekarz powiedział jej w szpitalu, że dziecię jej może ocalić od śmierci tylko wiejskie powietrze, dobre mleko, a przede wszystkim suche mieszkanie. Gdym wszedł do jej wilgotnej stancji, dziecię spało, ona płakała”.
— Teraz przyjrzyj się tej flaszeczce Nr 814.
„19 kropli łez od opuszczonej, uwiedzionej dziewczyny. Ma lat 17. Rodzice wyrzucili ją z domu. W łzach tych powinien się znajdować ból, zawiedzione nadzieje, żal do ludzi, współczucie dla dzieciny, której życie dała”.
Antkowi przyszło na myśl, że współczucie dla dziecka opuszczonego nie jest przecież trucizną duszy; ale nie chciał starcowi przerywać.
— Patrz, Nr 1015.
„Aresztanta prowadzono na stację. Odprowadzało go wielu ludzi. Skazany był za morderstwo na ciężkie roboty. Kiedy pozwolono mu się żegnać, zdjęto mu kajdany, całował się ze wszystkimi. A gdy pochwycił go w swe objęcia przyjaciel jego lat dziecinnych, zbrodniarz zapłakał. Zbliżyłem się z moją buteleczką. Roześmiał się i zawołał: »A i ty, wariacino, jesteś. No nie pożałuję ci łez«. I chociaż się śmiał — płakał. Ale łez nie liczyłem. Musi być ze czterdzieści”. Naczelnik oddziału, widząc, jak on mi łzy wpłakiwał, również łzę uronił. Prosiłem, żeby mi do buteleczki napłakał, ale nie chciał: wstydził się widocznie”.
— Patrz, to znów łzy radości. Nr 4043.
„Ma lat 36, żonę i czworo dzieci. Wpadł w dług lichwiarski. Wystawiono mu na licytację warsztat cały. Gospodarz nasz, zacny człowiek, zapłacił za niego dług. Będzie mu się spłacał po 5 rubli miesięcznie. Rodzina ocalona. Gdym go odwiedził wieczorem, siedział na łóżku i szlochał. Prosiłem, żeby mi dal kilkanaście łez. Był tak szczęśliwy, że wariatowi nie chciał nawet odmówić przysługi”.
— A to łzy dziecka Nr 1126.