„Stolarzowa wmówiła w siebie, że dziecko, oddane swojego czasu »na mamki«, zamieniono jej. Nie wiem, skąd sobie uroiła, ale za nic nie chce wierzyć, że pięcioletni Jaś jest jej dzieckiem. Katuje dziecię, bije i głodzi. Dzisiaj pochwyciła rozpalony pogrzebacz i uderzyła dziecko trzykrotnie po nagich plecach. Gdym wziął Jasia do siebie, zapłakał dopiero. Zebrałem 34 łzy małego męczennika”.

— A to znów łzy zawiści. Jeden mam tylko podobny egzemplarz. I ten otrzymałem podstępem, Nr 794.

„32-letnia żona naszego rządcy płakała z zazdrości, że sąsiadka jej kupiła sobie pluszowy żakiet. Rozwścieczyła się, gdym ją prosił o łzy (byłem u męża jej, bo on interesuje się moim odkryciem). Dopiero, gdym obiecał, że zniszczę kwasem ten żakiet znienawidzonej sąsiadki, udobruchała się. Dała mi czternaście łez”.

— To znów łza dziecka. W ogóle, najwięcej mam łez dziecięcych. Bo dzieci najłatwiej mi łzy swe ofiarowują i najwięcej cierpią. I dlatego są one lepsze od starszych ludzi, i można je uczynić aniołami, gdyby się było tylko komu wziąć do wychowywania dzieci.

Machnął ręką.

Obłąkany marzyciel i dziecko ulicy — zrozumieli się, przylgnęli do siebie.

— Tak, Antku, ty możesz być szczęśliwszy ode mnie, bo ty masz już to, na co ja życie całe pracowałem. Ale musisz wziąć się do pracy, musisz uczyć się, aby więcej umieć ode mnie, aby mojemu odkryciu dać ściśle naukową podstawę. Cóż, zgadzasz się?

— Zgadzam — rzekł Antek.

— Więc daj rękę na zgodę i przyjaźń.

Przycisnął głowę Antka do piersi, Antek, sam, nie wiedząc czemu, rękę starca do ust przycisnął i... zapłakał.