Dziewczynka przez lat cztery zmieniła się bardzo. Na twarzy jej smagłej igrały rumieńce, znikł z niej wyraz niemego gniewu i bolesnej zaciętości, urosła, rozwinęła się jak kwiat wiośniany. Tylko w oczach jej pozostał ten sam odcień powagi i zadumy, wyraz głębszego wmyślania się w rzeczy.

W ostatnich czasach tak często budziła się w jej sercu tęsknica.

W tej chwili myślała o Antku, o Antosiu.

— Co się z nim teraz dzieje, gdzie przebywa?

Jędrek, zdziwiony milczeniem jej, uniósł głowę, oparł się na poduszce, wpatrywał się w Mańkę i rzekł nagle przyciszonym głosem:

— Jakaś ty śliczna, Maniu.

Dziewczynka oblała się rumieńcem.

— Skąd ci to przyszło do głowy? — zapytała z uśmiechem.

— Nie wiem sam. Ale wiesz, ja co innego chciałem powiedzieć.

— Co?