Gdy weszła do pokoju, gdzie leżał Jędrek, osłupiała.
— Jędrek, bój się Boga. A tobie co się zrobiło?
Na próżno usiłowano ją uspokoić.
— Oj, to tak cię wykierowali? To na to ja ciebie z domu na zatracenie wydałam... Taki był zdrowiuteńki, taki rześki. Oj, Jędrek, Jędrek.
Na twarz chłopca wystąpiły krwawe rumieńce.
— Nie przywita się mama ze mną? — zapytał.
— A toć żegnać mi chyba ciebie trzeba. Toć ty już trupek zupełnie. A miałam takie złe sny o tobie.
Krzywiła się, chcąc płakać.
— Niech mama nie krzyczy — rzekł Jędrek.
— A co nie mam krzyczeć, kiedy mi dziecko zabili.