Na zwiędłej twarzy opiekuna dzieci widać było jakąś walkę. Był nietrzeźwy i trudno mu było zebrać myśli.
— Ja mam z nich duży dochód — rzekł wymijająco.
— Więc policz pan więcej.
— Tysiąc rubli pan da?
— Za dwoje czy za jedno?
— Za... no tak, za jedno; rozumie się, że za jedno.
— Więc dwa tysiące rubli?
— Hm, Mańka nie jest moją córką, ale...
— Ale?
— Ale ja mogę pomówić z jej matką. Może się zgodzi.