Zamilkł na chwilę.

— Kiedy poznałem Jóźka, sam dobrze nie pamiętam. Zeszliśmy się na czas dłuższy w dzień stypy po Franku mularzu. Potem mieszkaliśmy razem u Bronka kelnera i Andrzeja kucharza.

Józiek wstał i zajrzał w oczy swojemu obrońcy.

— Tak, Jóźku, to ja, Antek — rzekł obrońca.

— Ty?

Żołnierze niespokojnie się poruszyli.

— Siadaj.

Józiek posłuchał ich rozkazu.

— Znów rozstaliśmy się. Spotkałem go, ratującego dziecko z palącej się fabryki, spotkałem go znów, opiekującego się głodnymi dziećmi spod krypy. Znów zeszliśmy się.

O zabiciu Bronka zamilczał — była to tajemnica zmarłego, o kryjówce Maślarza nie wspomniał — była to tajemnica zawodowa obowiązująca aż do mogiły.