Do Antka zbliżył się hrabia, uczepił się jego ramienia i rzekł drżącym głosem:
— Chodź, Antosiu, chodź prędko.
Młody prawnik wstrząsnął się. Obudził się z zamyślenia, wypłynął z głębin.
Szli środkiem rozstępującego się przed nimi tłumu.
Bohaterowie dnia, będą o nich mówili, pisali przez całe trzy dni!
Hrabia skinął na dorożkę.
— Do hotelu! Prędko!
Upadł na poduszkę siedzenia. Twarz mu się wykrzywiła, wargi mu się trzęsły, dreszcz nim wstrząsał co chwila.
— Co się panu stało? — zawołał niespokojnie wychowaniec.
— Zaraz... zaraz... tylko do... jedzie... my. Boże mój!