Antek wpatrywał się w zmienioną maskę twarzy hrabiego. Było w niej coś nad wyraz bolesnego i odrażającego zarazem.

— Niech mnie wyniosą, ja sam nie mogę.

Dwóch posługaczy hotelowych wniosło go do numeru.

— Po doktora! — zawołał Antek.

— Nie... Niech idą... Zamknij drzwi.

Zostali sami.

— Czy dobrze zamknięte?

— Dobrze.

— Przybliż się.

Antek nachylił się nad chorym, który mu cicho szepnął do ucha: