I Antek zbliżał się powolnym krokiem do chłopca, zachodząc z boku.
— Pójdziesz?
— Nie pójdę!
Antek pchnął chłopca bokiem, wystawiwszy łokieć. Uderzenie było silne; chłopcu spadła z głowy czapka.
— Poczekaj, dam ja ci.
Ale Antek miał przewagę pierwszego udanego ruchu. Zręcznie podniósł czapkę z ziemi, nasunął mu ją aż na nos i rzekł, pchając go przed sobą.
— Ruszaj, skądeś przyszedł.
Walka była nierówna. Antek był silniejszy:
— Poczekaj, jak będę z Wickiem, to pomówimy dziś jeszcze.
— Oj! oj! boję się Wicka tyle, co i ciebie.