— Niech pan nie wpuszcza — usłyszałem głos dziewczyny.
W uchylonych drzwiach ciemnego pokoju stanął Janek w negliżu.
— Idź do Rozkraczajły... Jest tu list do ciebie. Wstawiony jesteś?... Nie wiedziałem, gdzieś się podział... Poczekaj: zaraz ci dam.
List od matki. — Prawda: ja mam przecież matkę.
Litwin ucieszył się: on się zawsze z wszystkiego cieszy.
— Wyście znużeni, więc połóżcie się na łóżku, a ja sobie na kanapie.
— Nie chcę: śpijcie w łóżku.
— Kiedy, widzicie, ja nawet wolę.
— Nie chcę — rozumiecie? Nie męczcie mnie... Nie męczcie mnie, bo oknem wyskoczę... Połóżcie się i śpijcie.
Usłuchał.