Siadłem na kanapie, przysunąłem świecę.
„Drogi synku! Wierz mi, że źle robisz. Nie chcę ci robić wyrzutów, bo nie wiem, o czym mówiłeś wtedy z ojcem. Ale żebyś ty wiedział, co się u nas dzieje, tobyś się zlitował nad nami. Bo ty nie możesz wiedzieć, co to jest uczucie rodziców do dzieci”.
I dwudziestopięciorublowy papierek.
Zgasiłem świecę.
— Słuchajcie: ja mam dwie poduszki. Nie gniewajcie się: ja was tak lubię.
— To się ożeńcie i będziecie mieli uczucie rodziców do dzieci.
— Dać wam jedną poduszkę?
— Nie.
Odwrócił się do ściany i westchnął.
W głowie huczy, bije w skronie.