Kondycja

Jak sobie ułoży kto życie z zastanowieniem — mówi mój chlebodawca — to zawsze do swojego dońdzie: będzie miał i swój kieliszek wódki na starość, i swój kawałek chleba. Ja tam zacząłem od dziesięciu palcy, a jestem gospodarzem domu. Ale potrzeba mieć zastanowienie, a nie jak inni, co to dziś zjadł i wypił, a o jutro nie stoi.

Był ogrodnikiem — pracował i oszczędzał.

Ożenił się ze starszą od siebie wdową, ale bezdzietną i z pieniędzmi. Złożyli fundusze do kupy i kupili ogród, który na plac zamienili. Place na Woli poszły w górę; odprzedali połowę, a na swojej wybudowali dom drewniany, kuźnię i stajnię — i żyją z dochodów od domu.

Nie łajdaczył się on, nie wałęsał jak inni, więc jest zdrów, ma troje dzieci — i chce je uczyć, bo nauka świat człowiekowi otwiera.

Jeden pokój ja zajmuję z chłopcami, drugi — oni z Manią — bo niedobrze, jak dziewczyna z chłopakami śpi w jednej izbie: zawsze tam, nigdy dziewczynie skromności nie za dużo.

— Ja szanuję naukę — powiada — bo dzisiaj człowiekowi trudno bez nauki na świecie. Pan Bóg mi dopomógł za moje uczciwe życie, więc dlaczego nie mam dzieciom drogi ułatwić? — Co będzie do nauki potrzeba, ja wszystko kupię; nie potrzebuje pan nic żałować. Wolę ja sam nie dożreć, a na kajety nie poskąpię; niech dużo piszą, żeby im się ręka włożyła do pisania.

Otrzymuję dach, stół, opranie i pięć rubli na miesiąc.

— Jak zobaczę, że pan uczciwie koło tego chodzi, to już sam panu postąpię. — Bo tu chodził do nich jeden nauczyciel, ale już za stary i po rusku dobrze nie umiał. A tego znowu ucznia to nic słuchać nie chcieli. Bo z nimi trzeba ostro: nie ma co się manić, przepustu nie dawać.

— A pan może dawać na fortepianie? — pyta żona.