— Cóż, panie Januszu? Jakże moja córa? Gąsiątko jeszcze? Nic nie spoważniała... Obserwowałam was (was — z naciskiem). Zdaje mi się, że pan pokpiwał z niej trochę. Straszny to dzieciak. Pan jej rok cały nie widział?
— Panna Stefania bardzo spoważniała.
— O, bo pan ogromnie się zmienił. Nic dziwnego: zagranica szalenie kształci. Ja wszystko zawdzięczam zagranicy.
— ?
— Cóż pan zamierza dalej czynić?
— Jak dotychczas, nie wiem jeszcze.
— Burzy się pan? Tak, ja rozumiem młodych.
— ?
— Długo pan bawił w Wiedniu?
— Tydzień.