Zgrzyt klucza, trzask drzwi.

— A bodaj cię cholera...

— Co to? — siada Wilczek na posłaniu.

— Nic... nic.

Westchnął, podrapał się, nasunął pierzynę na spoconą koszulę i znów chrapie.

— Mamo — budzi się Kazik.

Znów cisza. Stasiek wraca.

— A ty gdzie?

— Czy dobrze zamknął — powiada Wikta.

— Ukradną cię — z ironią zauważa matka.