— Mamooo! — obudził się Ignac.

— A ty znowu co?

— Pchły mnie żrą.

— Nie zeżrą cię: śpij.

— I zimno.

— To się skul pilno... Idź na ziemię, Stasiek ma chustkę.

— Nie chcę.

Zegar wydzwania, jęcząc, godzinę drugą.

Cisza. Tylko z pojedyńczych westchnień stłoczonych tu istot jakiś szmer niezrozumiały i lękliwy się błąka. To płuca się skarżą, krew się skarży. Duszno, chłodno, wilgotno.

Statystyka trzeźwa, zimna, bezwzględna — opasa tę izbę kolumnami cyfr o chorobach, śmiertelności...