Wypłukał blaszankę, nalał kawę z garczka, odkrajał pół bochenka chleba, zawinął w chustkę, zarzucił kapotę.

— Grosik, te — wstawaj.

— Mhm.

— Prędzej. No!

— Zaraz.

— Znowu dorożki nie umyjesz i będzie urągał.

— Zaraz.

Przeżegnał się i wyszedł.

Wraca kobieta. Kręci się po izbie.

— Grosik, wstawaj.