— Pana szczęście — mówi Żyd — że pan Wilczek tu pana przyprowadził. Bo inaczej ja by panu nie dał na spłatę. Ja już 50 000 rubli straciłem u ludzi. Ale pana Wilczka ja znam.
I poczęstował go papierosem.
Robotnik był zachwycony.
— Widzi pan, mnie wszyscy znają. Ja sam nie dożrę, a oddam każdemu swoje.
— No, a kiedy pan Wilczek kupi dla córki maszynę? Taka panienka, co tak ładnie szyje, to może zarobić dwadzieścia rubli na miesiąc... Tu u mnie z Ogrodowej kupił pan Wnorowski dla córki i dużo tu u mnie kupowali... Każdy wie, że u mnie jest urzędowy towar.
W razie uchybienia jednej raty ma prawo żądać zwrotu towaru...
Wilczek raz kupił ubranie na weksel, na spłaty, za dwadzieścia rubli. A potem na każdą zapłaconą ratę otrzymywał kwitek. Kiedy mu zostało do zapłacenia trzy ruble, Żyd sprzedał weksel. Była sprawa. Sąd uznał, że Wilczek musi weksel zapłacić, a potem może wystąpić przeciwko krawcowi. I zapłacił w ten sposób dwa razy za jedno ubranie.
— Ale ten uczciwie prowadzi swój interes. Zdziera, bo zdziera, ale i jego ludzie zarywają... Żeby nie ja, to on by panu nie dał. Ale mnie on zna...
I w domu opowiadał o zaszczycie, który go spotkał.
— I papierosem mnie jeszcze poczęstował...