— Ja pana nudzę, prawda? Pan nie rozumie, czego ja od pana chcę? Ja sam nie wiem dobrze... Ba — ja bym chciał umazać panu gębę kremem z tych ciastek na guziku. — Ale pan by się umył, a za mną biegłby tłum i ryczałby: „wariat, wariat!” — Tłum często tak ryczy, nie przez złość — bo tłum nie jest zły — tylko posłuszny. — „Na kolana!” — tłum klęka. — „Vivat Sienkiewicz albo Battistini197” — tłum ciska czapki i bije oklaski. — „Conspuez198 Sienkiewicz” — tłum syka i pluje. — Tłum nie jest zły: tłum wychowuje dzieci!...

Głowa mi gore. Przepaliły się wiązania i runął dach. Ogień zwęglił mi czaszkę i wcisnął się w sam mózg. Płonie, syczy — wyskakuje snopem iskier i ogarnia, piecze i pochłania każdą myśl, każde uczucie. — Dusi mię dym, gryzie oczy, piecze piersi, wżera w płuca — niszczy i pali.

Chwieję się — idę za panem z paczką na guziku.

Eh bien! Votre fils, votre199 milusiński — quel joli nom — będzie miał une blennorrhagie200c’est absolument vrai201. — To przykre, ale cóż na to poradzić? Quand votre fils aura l’âge de 20 ans, vous lui direz vous même: „mon fils, il faut que tu sois un cochon”.202 — Synu, ty musisz być świnią... ale tylko do ślubu... i tylko ostrożnie... i nie za często... i nie za kosztownie... w miarę... Bo tłum zawsze w miarę... Les idées, les sentiments, les cochonneries — tout...203 Ha! ha! ha!

Obejrzał się. Oddzielało nas dziesięć kroków zaledwie.

— Zapewne pan jest ciekawy, panie z ciastkami na guziku, de qui peut-il attrapper cette maladie204, pański milusiński? Le sais-je?205Ale ona dzieckiem już gdzieś. Może kołysze w tej chwili małego brata na Brzozowej albo Krzywym Kole. — Vous comprenez donc que je ne puis le savoirje ne suis pas un prophète.206 — A ją zarazi chłopczyna, który ma teraz lat dwa, trzy, cztery — z Kielc, Lublina, Włocławka, Kalisza, miasteczka lub wsi, której nazwy pan nie znasz. Może ma ubranko kapucyna, żeby się chował, jęczmień na oku z brudu — i angielską chorobę. — On może w tej chwili właśnie zaciąga się z chłopakami niedopałkiem papierosa albo odbiera od ojca baty, że nie poszedł do kwaśnika zmywać butelki... Dziwne zestawienie — on i pana milusiński. — Mais tout est possible.207

Opieram się o mur. Biegnę, żeby go nie stracić z oczu.

Vous pensez, monsieur, que j’ai fini? Pas encore... Vous avez encore une fillette.208 — Anielka — n’est-ce pas? — Ona ma także jedwabne włoski — milusińska — i szczebiocze — i czarne albo niebieskie oczki — n’est-ce pas? — Ona ma trzy latka, lubi także ciastka z kremem i lubi zeskubywać z tortu konfitury? — Il faut le défendre.209 — Dzieci nie powinny zeskubywać konfitur z tortu. Dzieci powinny być grzeczne i czekać, aż im dadzą — dzieci powinny być dobrze wychowane — bien élevès210. — Za nic w świecie nie wolno pozwalać im zeskubywać konfitur... Pan także musiałeś być dobrze wychowany — i oto masz pan futro i ciastka na guziku — i pan także przed ślubem — to jest — pańska milusińska wyjdzie za mąż. — Ona lubi ciastka z kremem i młodo wyjdzie za mąż... Il fant profiter du moment211... Kariera — pałeczka kapelmistrza do góry — furda higiena! — kocha ją — un, deux, trois212. — Za młoda? — Ce n’est rien213... Hm... Że ci lekarze nie mają środka na choroby kawalerskie — kawalerskie — ha! ha! — kawalerskie!... Oni umieją tylko podawać statystyki. — Kto? — No — lekarze.

Przystanął przed oknem księgarni. Przy tymże oknie stoi chłopiec obdarty i patrzy na złocone oprawy. Chłopiec spojrzał na pana z ciastkami, odsunął się na bok, wykręcił i poszedł.

— Głupie jest życie, panie z ciastkami na guziku. Pan ma już pewnie kilka siwych włosów, pan nosisz już pewnie w wątrobie, nerkach czy sercu swą śmierć — prawdziwą śmierć — la mort214.