Ogarnia mnie coraz większe znużenie. Myślę teraz powoli — myśli jakby się tliły leniwie w popielisku.

— Życie głupie — po co żyć? — Bo ja na przykład chcę napisać arcydzieło. — Choć i arcydzieło jest głupie. — Tłum ośmieszy — la foule215! — Iliada z komentarzami Mansztejna216, książeczką do słówek i rozbiorem podług gramatyki Szulca217 czy Czernego. — Hamlet — historia bałwana syna wielkiego ojca — Hamlet grany w Koninie; — albo Tadeusz w miniaturowym wydaniu za 1 rb. 80 kop. w saloniku panny na wydaniu — albo — porządny człowiek — co?

— Pan pewnie chcesz wychować dzieci na porządnych ludzi?... Czemu pan tak prędko idzie?... Zaraz — ja jeszcze nie wszystko panu powiedziałem... Wie pan, jak ja bym chciał dzieci moje wychować?... Ja nie mam na szczęście dzieci, tylko tak sobie mówię... Więc chcę, na przykład, sam jeden wybudować wielki szpital; ale jeden człowiek nie może tego zrobić... Więc żenię się i mam dziesięcioro dzieci. A kropla po kropli sączę im w serca swą myśl — gorące pragnienie. — I oto po latach pan jeden staje się dziesięcioma. Jeden syn, agronom, zalesia okolicę, zakłada obory i ogrody; drugi, budowniczy, robi plan i kieruje robotami przy wznoszonym szpitalu, trzeci jest księdzem i modli się za pomyślność przedsięwzięcia, czwarty będzie lekarzem — córki dozorczyniami. A gdy każde z dziesięciorga będzie znów miało po dziesięcioro — to pan jesteś — sto — stu ludzi... A inaczej chowasz je pan dla cukierników, krawców, prostytutek (miecz), akuszerek (kądziel), dla magazynów pogrzebowych i ogrodników (wieńce), i redakcji (nekrologie) — bo inaczej...

Wchodzi do bramy. Wytężam resztę sił i dobiegam:

— Panie! Dziś jeszcze nie jadłem!

Stróż wstaje, by mnie zatrzymać. Wbiegam na schody.

— Nie jadłem — powtarzam.

— Dlaczegoś od razu nie powiedział? — pyta.

Patrzy na mnie przenikliwie.

— Bo się wstydziłem.