— Proszę wejść, bo zimno leci.

Zamykam drzwi za sobą.

— Dlaczego pan nie mówi po polsku?

— Bo pan by mnie nie uwierzył... Pan jest syty — pan nie wie, czym jest głód i mróz.

Kazał mi wejść do gabinetu. Zapalił dwie świece na biurku.

— Jak się pan nazywa? — zapytał, oddając lokajowi futro.

— Nazwiska swego panu nie powiem.

— Więc co ja mogę dla pana zrobić?

Przez uchylone drzwi zagląda jasnowłosy chłopczyna.

— Kazio, drzwi zamknąć! — powiedział niecierpliwie.