— Czego się śmiejesz? — pyta obojętnie.
— Z życia się śmieję. Życie jest czasem tak pocieszne.
— Tylko mi kołdry nie spal. Pokaż no.
— Nic... nic... Daj buzi... Jak ty się nazywasz?
— Joasia.
— Upijemy się, Joasiu, za zdrowie śmiesznego życia. — Bo ty wcale nie wiesz, jacy my — ja i ty — i te pięć rubli, i ta kołdra — jakie to wszystko pocieszne.
Było mi tak bajecznie wesoło i ciepło.
— No, daj buzi — i otwórz czystochę.
Spełniła moje polecenie jak automat. Byłem gościem, o którego względy nie bardzo potrzeba się ubiegać. Tacy nie bywają stali.
— Wiesz, Joasiu, ty jesteś brzydka... ty musisz mieć niewielkie powodzenie.