Posadziłem ją na kolanach.

— Joasia pewnie głodna, to dlatego smutna. A jak nakarmię, to będzie wesoła — prawda?

I karmiłem ją kaszą z widelca.

— Słuchaj, Joaśka, nie gniewaj ty się na mnie. Widzisz, ja jestem taki biedny. Jak wszyscy się będą na mnie gniewali, to co ja biedny zrobię? A jak wszyscy się będą gniewali i nikt mnie nie będzie kochał, i nikt mnie nie da buzi, to ja będę ciągle taki biedny i co ja wtedy zrobię?

— Kiedy się wcale nie gniewam.

I pocałowała mnie.

— E, tak to ja nie chcę.

— A jak chcesz?

— Nalej wódzi, pocałuj w oczki i powiedz: „Mój Jańciu, Joasia się wcale na Jańcia nie gniewa” — i potem wypij pół kieliszka, i nalej Jankowi w dziobek resztę... Dobrze?

— No dobrze.