Machnąłem ręką.

— Bardzo pięknie — odparł pan z dyplomem, jak mi się zdało zjadliwie. — Mógłbym panu jeszcze piękniej odpowiedzieć, ale nie mam czasu na gawędy.

Przyłożył stetoskop, posłuchał.

— Dlaczego zabrano go ze szpitala?

— Bo nie chcemy, żeby go krajali po śmierci — odpowiedziała matka Bronka.

— Niech leży w łóżku.

Podał receptę. Pragnął jak najszybciej nas się pozbyć. Wreszcie ciekawość przemogła. Wykonał niezdecydowany ruch imitujący chęć podania mi ręki i spytał:

— Czym się pan zajmuje?

— Ja?... Gówna wożę, panie doktorze — i cofnąłem w tył ręce.

Wyszliśmy.