Uściski, życzenia. — Stół zastawiony.
— Daj nam Boże.
— Najlepszego. — Chaim263. — Siulim.
Pijemy po jednym, drugim, czwartym.
— Jak Zochę chrzcili, a ksiądz się nad nią pochylił, to go mało za nos nie złapała. — A u Ruskich większa jest ceremonia przy chrzcie. — A lepiej jest przyjść późno, bo nie taki tłok; a ksiądz poustawia cały rząd i myli się w imionach.
Grosik wcześniej wrócił z miasta; Wilczek przybrał się w odświętną tabaczkową kapotę; oboje Tomaszowie, pralniczka z mężem i córką, Maj z żoną, Tarczewski z żoną i siostrą i jeszcze parę innych osób — tylko kawalerów mało. — Wikcia i Mania powinny już były wrócić z magazynu; ale pewnie robota wypadła i pani zatrzymała je po fajrancie.
Adama nie widać.
— Może byś skoczył po niego?
— Nie potrzeba: jak obiecał, to przyjdzie.
U Tomaszów kolacja, a u nas — tańce. Łóżka wyniesione do sionki; szafy, kufry, komoda — do sąsiadów. Pod ścianami oparte na stołkach deski do prasowania. — W kącie wyrostek — muzykant z harmonią.