— Zaczytałem się — odpowiada.

Usiadł obok mnie.

— Pan Jan, nieprawda?

— Ten sam.

— Czytał pan Faraona Prusa?

— Czytałem.

— I cóż? Ani się stary spodziewa, że napisał wielką satyrę na burżuazyjno-biurokratyczny ustrój dzisiejszych czasów. Widzi pan, co to jest talent, co to jest intuicja: on pomimo woli pcha tam, gdzie należy.

Doznałem wrażenia, jak gdyby między moim pocałunkiem a jego mową istniał jakiś związek.

Pragnąłem, aby mówił dalej: może mi to pozwoli rozwikłać splątane nici.

— Wiem, że nie znajdę prawdy bezwzględnej, wiem, że po dniach wiary ogarnie mnie znów na czas pewien znużenie i zniechęcenie. Ale rozumiem, że w myślach i uczuciach człowieka nie ma i być nie może ani spokoju, ani jednolitości. A przecież czyny muszą mieć stały kierunek i jednakie natężenie — bo inaczej nic nigdy nie da się zrobić.