— A kiedy musieli bronić, bo jeszcze sądu nie było.
— I na co to sąd? — Świństwo — i tyle. Chociaż i z tej małej nic by dobrego nie wyrosło.
— No cicho już: niech pan Jan dalej czyta.
— Już skończyłem.
— Bo mnie znowu mówił jeden felczer, że zbrodniarza można od razu poznać, bo oni mają specjalną głowę i uszy od urodzenia.
— Żeby mi tam felczer sto razy mówił, to ja powiem swoje: że draństwo jest draństwem — i tyle — co tam uszy?
— Ale nie: co tu się spierać? Może i mają: kto ich tam wie.
— Idź ty: ja teraz ciebie huknę w pysk, a jak cię zabiję, to mi inne uszy urosną. — Żeby jeszcze oczy, no to inna rzecz...
A gazeta przechodzi z rąk do rąk — z zastrzeżeniem, żeby oddać sklepikarce z powrotem, bo nie zechce pożyczyć na drugi raz, jak będzie znowu co ciekawego.
*