— I co?
— Patrzyłem na niego długo, długo, długo.
— Długo.
— Na piersi nieruchomej, stężałej — na bohaterskiej piersi leżał niedbale krzyż. Trup był z więzienia przysłany.
— Z więzienia. Nnno...
Pełznie śmierć, zagląda im w oczy. Witają ją beznadziejnym przerażeniem.
— I co?
— I spełniłem prośbę trupa: pocałowałem go w czoło.
— A prosił?
— Ooo, prosił. Ja wtedy długo, długo, długo na niego patrzałem.