— Eej, Kometa.
— To wy?
— Ano: żyjesz jeszcze?
— Aaa. Chyba do szpitala: niech dorzną.
— My tu wypić z tobą. Masz zdychać, to na ostatni raz.
— Ciasno: chyba do Pajęczyny.
— A zwleczesz się?
— Co nie ma się zwlec — pomożemy.
— To chodźcie...
Izba za podwórzem — kwadratem, czarnymi schodami na dół i w górę — jak we śnie.