Szarpnął rękę, uderzył w lampkę — spadła i zgasła.

— Jezus — usłyszałem szept — zabije.

Zaszamotało się jakieś ciało i runęło. Upadłem. — Skurczona ręka biła moją rękę o podłogę.

Usłyszałem bose kroki.

W piekle tak jest.

— Gdzie zapałki? — pytał głos dziecinny.

— Zaraz.

Ciało biło się, podrzucane, po podłodze.

— Niech pan wstanie.

Zaświeciły stoczek.