— Ja przynajmniej, świeć Panie nad jego grzeszną duszą i innymi częściami jego ciała i garderoby, nie mam ojca... Tylko słuchaj: musisz się meldować. Bo stróż strasznie zażarty na nasz czwartak. Bo od czasu jakeśmy się dowiedzieli, że szpicel — bojkotujemy go z dychami. — Z początku nie chciał „kobiet” puszczać, aleśmy mu obiecali gratisowe mordobicie — i spotulniał. — Poznasz kapitalnie ciekawą sztukę: „Rozkraczajłę”. Mówię ci: boki zrywać. Niewinny, że Longinus72 — pies przy nim. — Farmak73. — Na pamięć umie pół Tadeusza. — Kpimy z niego na potęgę. — Kefir pije. Poznasz całą paczkę. — Kapitalnie wesoło u nas...
Sądziłem, że gdy powiem łodzi mego życia:
„Płyń bez steru” —
łódź popłynie, wartkim prądem niesiona — daleko — gdzie jasno i czysto.
I odetchnę powietrzem lasów żywicznych i pieśni słowiczych, i wietrzyk czesać mi będzie włosy, i gładzić czoło, i całować usta...
Nie ma lazurów!
Opuściłem dom rodziców, jak się opuszcza hotel, gdzie gospodarz za drogie pieniądze dał nocleg z pluskwami — szukałem.
Nie ma lazurów — nic nie ma...
I czegóż ja szukam?
Kłamstwo, płacone miesięcznie albo od wiersza.