Zapalił lampę.

Bronek wyszedł spiesznie.

Rzuciłem się na kanapę.

Cynicznie zrównoważony Wacek począł się uczyć półgłosem, powtarzając po dziesięć razy te same nazwy: trochanter major89, trochantar minor, fossa trochanterica90, crista intertrochanterica91.

Uderzało mnie to po głowie jak młotkiem.

— Mój Wacku, może by ciszej?

Nie zwracał uwagi na moją prośbę. Nie odczuwał mojego stanu. Zdrowa, chłopska natura.

— Kolego, będziecie pili herbatę?

— Dziękuję. Jużeście mnie uraczyli anatomią.

— Ojciec mój ciężko pracuje na moje wykształcenie.