— Ja nie chcę, żebyś się pan ode mnie wyprowadzał, tylko niech mnie pan nie drażni.

— Ja pana drażnię?

— Pan mnie nie zna. Pan się śmieje, że ja się modlę. To jest podłe!

— Aż tak?

— Podłe i nikczemne. Co pan mi da za moją modlitwę?

— Ja nie handluję tym towarem — odpowiedziałem brutalnie.

I Wacek się nagle rozpłakał.

— Wacek, nie płacz. Wacek, bój się Boga, nie płacz. Ja przecież wiem doskonale, że jestem świnia. Mnie drażni, że ty jesteś zdrów, że pracujesz, że masz cel w życiu, że dążysz. I dlatego ci dokuczam.

— Nieprawda. Ja wiem, że jestem głupi, że nie mam kultury, że jestem śmieszny — i to mnie boli.

Nie mogłem już dłużej.