„Cieszy nas bardzo, że zostałeś pułkownikiem. Teraz pewnie nie będziesz już latał z chłopakami po podwórku”.
Widocznie pułkownik Kreciński trochę za mało siadywał w Warszawie przy książce, za wiele na dworze; taka już widać żołnierska natura...
Tomczyk prowadzi pułk ósmy, Słabik dziewiąty. Grątkowski z pułkiem dziesiątym, Bieńkowski z jedenastym i generał Górecki z dwunastym stać będą w centrum fortu przy sztandarze.
Napad liczy tylko trzy pułki, nie trzeba sił jego rozpraszać na dużym terenie — im mniej wodzów, tym lepiej. Środek napadu prowadzi Wojciechowski, lewe skrzydło Forysiak, prawe Tyczyński.
Jesteśmy na wałach. Rozlega się trąba wojenna.
— Czy wszystko w porządku?
Pułkownik Suchta raportuje:
— Żołnierz Śniatała z czwartego pułku pragnie przed bitwą pożegnać się z siostrą.
— Słusznie. Kto jeszcze pragnie pożegnać się z siostrą, kuzynką, znajomą?
Wódz lewego kopca — Robak — nie chce się żegnać, nie wolno mu się wzruszać przed bitwą; mały Krawczyk uprosił, by siostra Julcia była obok niego. A że fort boczny jest poza niebezpieczeństwem, więc pozwolono tam urządzić stację ratunkową i dano nawet jedno łóżko z polowego szpitala.