— Odejdźże! — Tomek jest już zły, że poszedł do pana.
— A bratu się w liście pokłonić?
— Eee, kłaniać mu się tam znowu.
— A może ucałować?
— Jeszcze czego?
Ten pan zupełnie listów pisać nie umie. Najlepiej iść do pana, żeby poliniował, a potem poprosić chłopaka...
Stefan Frankowski pisze, a Kazik Frankowski chodzi mu pióro maczać — i ani się biedak nie domyśla106, że brat kreśli na niego fatalny akt oskarżenia:
„Kochani Rodzice, jesteśmy zdrowi, ja ważę pięćdziesiąt dziewięć funtów, a Kazik pięćdziesiąt dwa i Kazik źle się sprawuje. Jemy pięć razy dziennie i Kazik lata za chłopakami, i woła: »Ośla głowo!«, i wszystkich zaczepia, i Piechowicz chce go oddać do sądu. Czy Jadzia jest zdrowa i niech mama napisze, żeby był grzeczny. Do widzenia”.
A ukończywszy list, Stefan powiada:
— Poczekaj, dostaniesz ty od mamy.