— Pociągaj za sznurek.
— Nie ciągnij.
— O, jaki malutki.
— A jaki ogonek.
— A czapek już wcale nie widać...
— Chciałbym być taki wysoki jak ten latawiec.
— Może jeszcze urośniesz, poczekaj...
Tam znów węża robią chłopcy: biorą się za ręce, dwudziestu, trzydziestu, najsilniejsi prowadzą, zakręcają, rozwijają węża; im kto bliżej końca, tym mu trudniej nadążyć, aż cały ogon — z dziesięciu chłopaków — urwie się z rozmachem i poprzewraca.
Tu i ówdzie rozłożyli się na trawie, grają w warcaby i młynek, a przezorniejsi z góry wymawiają112:
— Bije się w tył czy nie bije?