— „Więc królewna nic nie wiedziała i napiła się wody, i od razu zrobiła się cała czarna. Ale nic. Idzie... idzie. Ale patrzy na ręce: czarne. Patrzy na nogi: także czarne, zupełnie jak z atramentu...”

— Te, przestaniesz się piaskiem sypać?

— To ty dlaczego mi w ucho słomę kładziesz?

— Żebyś myślał, że ci mucha chodzi po uchu, i żebyś się podrapał.

— Przestańcież tam.

I znów w najciekawszym miejscu, gdzie rycerz z nadludzkim wysiłkiem odczarował już królewnę do szyi, bo głowa jest najtrudniejsza — znów ktoś dziurawy listek znajdzie albo zdechłego chrabąszcza, albo zauważył kurzajkę na ręce sąsiada. I znów:

— Przestańcież tam!

— Idźcie sobie!

Ten i ów w kark nawet dostanie, gdy mocno już zniecierpliwi słuchaczy.

— „A królewna z lwem wsiadła do ostatniej karety i jadą. Jak goście w pałacu zobaczyli, że królewna z lwem siedzi w karecie, okropnie się przestraszyli...”