Co on roboty w życiu wypracował z nieboszczką żoną. Żona ośm119 lat chorowała, ale lekką śmierć miała. Siedział Piotr Łój sobie wieczorem, a żona: „Pietrze120, Pietrze” — powiada. „Co chcesz, Franusiu?” — pyta się Piotr. „Popraw mi nogi” — powiada. Poprawił nogi, poduszkę podłożył — może lżej jej będzie? I tak umarła... jak słowo...
— Kto rwał brukiew w paśniku Piotra Łoja?
— Ja — odezwał się głos wśród ciszy.
— Kto jeszcze?
— I ja...
— I ja także...
— Nikt więcej?...
— Ja byłem tam, ale nie rwałem.
— Kto jeszcze był, ale nie rwał?
Wstało jeszcze czterech.