— Obiad ważniejszy od bajek — krzyczy pan. — Obiad jest bardzo ważny — krzyczy pan. — Tak, zapewne, bajki są bardzo ważne, ale i obiad jest ważny — mówi pan. — Może bajki są ważniejsze od obiadu, ale nie można się przecież spóźniać na obiad — kończy pan.

No chyba, że bajki są ważniejsze.

Rozdział dwudziesty pierwszy

Fatalna sobota. Brukiew — cham — szpieg. I znów słońce zgody jaśnieje.

Zebrały się chmury czarne. Fatalny był to dzień.

Rano przyszedł sąsiad kolonii, siwy Piotr Łój, i powiada, że chce się panom na chłopców poskarżyć.

Chłopcy mu coś ze dwadzieścia brukwi wyrwali z ogródka.

Na pieniądze wielka szkoda to nie jest, aleć niewiele on ma znów, żeby szkody ponosić. Ziemia w paśniku licha, pracy dużo. Tego krzynkę się wsieje, owego krzynkę, a jeszcze mróz zniszczy, słońce spali.

A cóż ma Piotr Łój?

Chałupinkę i stare kości, które więcej do ziemi należą niż do świata. Latoś118 żona mu umarła — taki teraz sierota jak ta owieczka zabłąkana. Chodzić i pilnować nie może, bo stary; pójdę — myśli — poproszę, żeby nie ruszali chłopcy, może posłuchają?