Edkowi zrobił się liszaj na twarzy. Zosia smarowała liszaj śmietanką, bo tak jej poradziły kobiety, ale śmietanka nie pomogła i liszaj zrobił się jeszcze większy. W sklepiku znów powiedziano, żeby palić papier, a jak się na papierze zrobi takie żółte, tym właśnie trzeba smarować; ale i żółte z papieru także nie pomogło. Poszła Zosia z Edkiem do szpitala, a doktor nie chciał z nią mówić, kazał, żeby przyszedł ktoś starszy. Wtedy Zosia się rozpłakała, bo mama chora, a tatuś w zajęciu, i doktor powiedział, co ma robić z liszajem, i tak Edka wykurowała.

Chłopcy w ciszy, z uwagą wysłuchali opowiadania Zochy, a mała Helenka głęboko westchnęła.

— Chłopcy tam dużo wią — powiedziała.

Miało to znaczyć, że chłopcom tylko palant w głowie, że się na gospodarstwie nie znają wcale.

Rozdział dwudziesty piąty

Rozmowy o Warszawie. Wymiana podarków. Ostatni ranek.

— Ja byłem w Psarach w zeszłym roku.

— Ja w Pobożu.

— A ja w Ciechocinku.

I opowiada się o Psarach i o Pobożu, i porównywa157 z nimi Wilhelmówkę: gdzie ładniej, weselej, gdzie panowie lepsi?