Karaś pokrył dach chałupy liśćmi brzozowymi — i przez całą godzinę modne były brzozowe strzechy.
Do ogrodu Kowalczyka weszła mrówka i szła akurat dróżką.
— O, mrówka. O, jak sobie idzie.
— Ciężko jej, biednej, iść po piasku.
— To ją puśćcie na trawę.
— Głupi, w trawie jeszcze gorzej trudno.
— O, jakie ma nóżki. O, na wał idzie, na wał.
— Spadnie.
— Nie spadnie.
— Spada.