Raz okręt napadli korsarze. Załoga rozdzieliła się na dwie partie: jedną poprowadził do ataku kapitan, druga, z Iwanickim na czele, zaszła z tyłu, zadała wrogowi ciężką porażkę.
Liczne zmiany zachodziły ciągle w załodze okrętu. Pomocnikiem kapitana po Iwanickim był Olek Ligaszewski, później Kossowski. Po Galasie objął gniazdo bocianie Szczęsny, potem Lobański. Bo często nurek albo majtek „Burzy” zakładał sobie później własny okręt.
Na przykład Ligaszewski.
Za gwarno mu było na awanturniczej „Burzy”, został kapitanem spokojnego pasażerskiego statku: „Błyskawicy”.
Najczęściej Ligaszewski sam odbywa podróże, bo majtek, Wiktor Mały, pomaga panu przy opatrunkach i nie zawsze ma czas towarzyszyć kapitanowi. Najczęstszym pasażerem statku jest Dobilis. Wiedzieć należy, że kapitan „Błyskawicy” bardzo lubi czytać — i płynąc, od czasu do czasu tylko rzuci okiem na morze, czy nie płyną na skały, i znów się pogrąża w czytanie; pasażerów przyjmuje tylko spokojnych, tylko z książkami.
Dostojnego miała raz „Błyskawica” pasażera: płynęła nią Mania Wdowik, znakomita deklamatorka z Zofiówki. Wiktor Mały podarował jej na pamiątkę okrętową lunetę — wspaniałą tutkę po wypalonym fajerwerku.
— Widzisz, głupi, jej to na nic, podrze i rzuci, a wy nie macie teraz lunety — powiedziano hojnemu majtkowi.
— Kiedy mnie prosiła — próbował się usprawiedliwić, czując jednak swą winę.
(Wiadomo, marynarze mają wielki respekt dla dam, są przy tym hojni i lekkomyślni...)
Kto chce nowy okręt założyć, musi zdać przed komisją egzamin z wspinania się na bocianie gniazdo; wybrane na okręt drzewo musi być wypróbowane: czy gałęzie są mocne, czy pomost niezbyt wysoki. Potem okręt otrzymuje nazwę, notuje się nazwisko kapitana, który odpowiadać będzie za bezpieczeństwo załogi. W razie wypadku za wszystko odpowiada kapitan.