— Nie, nic mi się nie przypomniało.
— Może co66 złego zrobiłeś i boisz się, że się wyda?
— Nie, nic nie zrobiłem.
— Więc dlaczego płaczesz?
— Sam nie wiem.
Nie wiedział, czemu płacze, ale ja wiedziałem: chłopiec usłyszał rzewny, serdeczny śpiew wieczorny lasu, usłyszał cichą modlitwę drzew — dlatego się rozpłakał. Dziwna, cudowna to modlitwa: las gada, niebo mu odpowiada. Mówią o dzieciach, które mogą być dobre i miłe; jeśli nimi nie są, nie zawsze ich w tym wina. O różnych rzeczach mówią.
Zapytacie może: skądże wiem, że chłopiec usłyszał rozmowę drzew z niebem, jeśli sam o tym nie wiedział?
Kto usłyszy modlitwę lasu, temu się tak jakoś dziwnie robi na duszy, że płacze, a jednak nie jest mu smutno — płacze, sam nie wie czemu. A nazajutrz jest zawsze lepszy, dużo lepszy niż przedtem, gdy śpiewu nie słyszał.
I chłopiec, który przez dwa tygodnie nie mógł się poprawić — od razu się poprawił. I kolonia zyskała w nim wesołego, miłego towarzysza zabaw: berka, palanta, zbijaka, trzeciaka.
Być może, że i wśród was są tacy, którzy modlitwę lasu słyszeli, pytać się jednak nie należy, bo kto usłyszał, ten zachowuje cud swój w tajemnicy, cudowną melodię nosi głęboko w duszy — nikomu nie rozpowiada.