— Dziewczynki poszli, przyszli, wzięli...

— Dziewczynka jest rzeczownikiem rodzaju żeńskiego, więc mówić się godzi: przyszły, poszły, wzięły. Nieobliczalne takiego mówienia mogą być skutki — dodaje tajemniczo.

On jeden interesuje się przyszłą powieścią o Wilhelmówce i jakkolwiek uważa, że na ogół szkoda papieru na notowanie wszelakich głupstw, które mówią — zarówno on, jak wszyscy chłopcy — jednakże prosi, by go nie pominąć w powieści i dodać, że Łazarkiewicz był gramatyczny...

Rozdział trzynasty

Zabawa godna pogardy. Wolni strzelcy. Osada myśliwska. Wodociąg indyjski.

Zabawa w Indian powstała z zabawy w złodziei. Kładziono na kupę kije, szyszki, gałęzie, niby że są to rzeczy; przychodzi złodziej i kradnie; łapacze71 gonią i gwiżdżą, nadbiegają stójkowi72, biją i prowadzą złodzieja do cyrkułu73.

— Zabawa godna pogardy — orzekł gramatyczny Łazarkiewicz, który zna dużo indiańskich imion i jemu należy się honor odkrycia zabawy w strzelców.

Za krzyżem, w dzikiej części lasu gęsto porosłego jałowcem, w odludnym ustroniu obozują Indianie. Naczelnikiem jest Prawe Serce; Pogromca Tygrysów74, Orle Skrzydło i Jeleń Wrzący dzielnie mu pomagają, a gospodarstwo prowadzi Magda.

Magdą jest znany pożeracz żab — Boćkiewicz. Skąd polska Magda wzięła się wśród czerwonoskórych, któż zgadnie? Może uprowadzono ją jeszcze w dzieciństwie, może zbiegła z domu, prześladowana przez okrutnego ojczyma, a może znaleźli ją zabłąkaną w dziewiczym lesie?

Koło pnia ściętego w kotlince okrytej ze wszystkich stron jałowcem jest obóz i zbrojownia. W zbrojowni mają myśliwi szyszki i strzały, łuk i rusznice, i dużo kości zabitych zwierząt.