— Psz pana, on nie daje siedzieć.
— Psz pana, on się bierze i się szczypie.
Jeden z dozorców, człek ambitny a ufny w siłę swej wymowy, powziął myśl dumną, by zwalczyć w chłopcach niechęć do śpiewów.
— Chcecie, chłopcy, opowiem wam bajkę?
— Chcemy — odpowiedzieli, a gdzieniegdzie rozległ się głos pojedynczy:
— Nie mówi się chcemy, tylko — prosimy.
Działo się to podczas drugiego śniadania, kiedy chłopcy spokojnie zajadali chleb z masłem, kiedy więc nikt nikomu nie przeszkadzał i nie wołał:
— Proszę pana, on mi zamienił widelec.
Albo:
— Proszę pana, on mi dmucha w zupę...